Motore - BLOG

O autorze ↓

Ferrari szczęścia nie dają

Ferrari 430 - Londyn.
Ferrari 430 - Londyn. M. Wróbel
Całkiem niedawno kilka zagranicznych mediów motoryzacyjnych stwierdziło, powołując się na badanie ubezpieczyciela AXA, że zaledwie 57% właścicieli Ferrari jest szczęśliwych. Czyżby cytat: „Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, aczkolwiek wolałbym płakać w Ferrari” był prawdziwy?

Z jednego z najbardziej popularnych serwisów o drogich samochodach, GTSpirit, dowiadujemy się, że chodzi o “zadowolenie z posiadania” Ferrari, gdy tytuł omyłkowo stara się nam wmówić, że tylko trochę ponad połowa właścicieli wiedzie szczęśliwe życie. Podobnie podchodzi do sprawy inny blog, część e-magazynu “The Supercar Kids”, gdzie autor wpisu zastanawia się czy chodzi o “doświadczenie z posiadania” Ferrari czy też o serwisowanie, przeglądy i usterki. Redaktorom serwisów internetowych często zwraca się uwagę na rzetelność publikowanych informacji. Nie inaczej jest w tym przypadku. Wygląda na to, że żaden z “redaktorów z internetu” nie przeczytał notatki prasowej sporządzonej przez AXA. W sondażu ubezpieczyciela chodzi o otwarte pytanie na temat czerpania przyjemności z jazdy, choć i tak można podziękować copywriterowi z AXA, który celowo wybrał mylący tytuł notatki, czyli w wolnym tłumaczeniu: “luksusowe samochody szczęścia nie dają ”.



Rozbijając dane na części pierwsze, jak w wypadku wielu sondaży, okazuje się, że tak naprawdę spece z AXA nadinterpretują własne wyniki, bowiem pytanie na temat przyjemności z jazdy jest zadane niekoniecznie odnośnie posiadanego samochodu, co w przypadku Ferrari jest dosyć istotne. Ekstremalnie rzadko właściciel takiego auta ma tylko jeden pojazd w garażu, Badanie było w całości przeprowadzone na 2000 klientach AXA, z czego nie wiemy tak naprawdę ilu spośród nich posiada bolid z Maranello (5, 10, a może 100?), oraz było limitowane geograficznie do Wielkiej Brytanii, a ten element jest tutaj bardzo ważny.

Wielka Brytania, mimo wspaniałych infrastruktur (tory wyścigowe, np. Silverstone, Brands Hatch i inne) oraz bardzo, bardzo bogatej historii motoryzacji, posiada wiele charakterystycznych elementów, które nie sprzyjają wcale czerpaniu przyjemności z jazdy. Po pierwsze, aura: na wyspach brytyjskich leje i jest brzydko. Mimo tego Anglicy zaklinają pogodę kupując roadstery i kabriolety. Wielka Brytania jest krajem z największą liczbą tego typu samochodów na 1000 mieszkańców w całej Unii Europejskiej. Po drugie, sieć fotoradarów oraz wysokie stawki kar nakładane na kierowów. Po trzecie, jakość (w sensie czerpania przyjemności ze skomplikowanej drogi z wieloma zakrętami) dróg. O ciekawe drogi z wieloma “twisties” łatwo na północy Królestwa (Szkocja), a większość Ferrari jest na południu, w tym wiele w okolicach Londynu.

Reasumując: jestem Anglikiem, właścicielem np. Ferrari 430 ubezpieczonego w AXA, mieszkam na północy stolicy, posiadam też np. Land Rovera oraz Mercedesa klasy S, codziennie biję się z korkami, z opłatami za wjazd do centrum, no i non stop pada na mnie deszcz. Dostaję ankietę z AXA, gdzie zadają pytanie czy "czerpię przyjemność z jazdy" - tak z generalnego punktu widzenia. Istnieje wysokie pradwopodobieństwo, że odpowiem na nie negatywnie.

Na szczęście jest wielu takich Brytyjczyków, którym to wszystko nie przeszkadza, jednak nie wiadomo czy osoba z video poniżej ubezpiecza swoje Ferrari Enzo w AXA.



Inne wyniki tego sondażu wprowadzają nas dalej w błędne koło. Na pierwszym miejscu co do czerpania przyjemności z jazdy są właściciele BMW, co jest całkiem zrozumiałe, prawdopodobieństwo posiadania tylko tego auta i używania go na co dzień jest o wiele większe niż w przypadku Ferrari. Na drugim, właściciele Astonów, o wiele mniej geograficznie skoncentrowani na południu kraju niż Ci od włoskich sportowych maszyn. Następne miejsca podważają rzetelność całego przesiębzięcia: trzecie to Lexus, czwarte to Seat, piąte to Peugeot.



Ciekaw jestem wyników podobnej ankiety w Polsce, nie tylko z udziałem właścicieli Ferrari, ale też innych supersportowych aut, tutaj także nie uwzględniając konkretnego auta, ale powiedzmy całego parku maszyn ankietowanego (w grę często wchodzi SUV oraz sedan/kombi marki premium).

Zakładam się, że mniej niż 50% procent osób odpowiedziałoby pozytywnie. Większość dróg jest w okropnym stanie, a masa fotoradarów i generalnie nasza cała infrastruktura drogowa skutecznie przeszkadza nam w czerpaniu frajdy z prowadzenia auta.

Jednakże, zadając trochę inne pytanie, czyli na przykład: “Czy jest Pan/Pani zadowolona z zakupu tego auta?”, wyniki byłyby diametralnie inne. Mimo wielu trudności z użytkowania, marki pokroju Ferrari, Maserati, Lamborghini, czy jeszcze Aston Martin są magiczne, i pozostają w pewnym sensie spełnieniem marzeń, ba, pytanie na temat przyjemności z jazdy tym konkretnym autem będąc specyficznym, też miałoby pozytywny odzew.

Z mojego doświadczenia, gdy schodziłem do podziemnego parkingu, nie mogłem nacieszyć się widokiem Testarossy. Za kierownicą było tak samo. Mimo okropnie twardego zawieszenia, zerowej widoczności w lusterkach, niewygodnego (jak na moje 190cm) i okropnie wykonanego wnętrza, każdy klik-klak, tak charakterystyczny dla skrzyni biegów Ferrari z lat 80, każdy kciuk w górę innego uczestnika ruchu, każda pozytywna opinia właściciela sportowego auta, dawały niesamowity banan na twarzy. Z kolei ogromny moment obrotowy, szybka, sekwencyjna skrzynia biegów oraz bardzo, bardzo dźwięczny, opcjonalny sportowy wydech w kilkuletnim Ferrari 612 sprawiały, że droga przez tunel stawała się wspaniałą symfonią na dwanaście cylindrów, a każdy większy łuk na drodze do pracy prosił się o drugi przejazd.

Tę magię można w pewien sposób odnaleźć w każdym aucie odbiegającym od pewnej normy, niezależnie od tego czy mowa tu o starym Datsunie 280ZX, czy o MGB z otwartym dachem, czy też o nowym Maserati Gran Turismo Sport (ach, ten dźwięczny wydech...). Co najważniejsze, nawet w przypadku sportowego, drogiego samochodu, można spodziewać się uprzejmości od innych uczestników ruchu.
Nawet w Polsce, mimo radarów, okropnych dróg, długich zim, nie można chyba powiedzieć, że w opisywanych powyżej autach nie da się zaznać przyjemności za kółkiem. I chwała im za to!

Tekst: Michał Wróbel - współzałożyciel motore.pl
Trwa ładowanie komentarzy...